Swego czasu interesowałam się ezoteryką. Tak naprawdę wierzyłam, że chodzi tu jedynie o nieodkryte prawa natury, chciałam wierzyć, że posiadam jakieś nadzwyczajne zdolności, intuicję...
Jednak przede wszystkim byłam daleko od Boga. Nie potrafiłam Jemu zaufać, nawet po nawróceniu nie umiałam oddać Chrystusowi całego swojego życia, chociaż bardzo tego chciałam. Chyba wiem dlaczego, ale o tym może innym razem...
Myślę, że pewne doświadczenia były mi potrzebne. Bóg nie chce nas uszczęśliwiać na siłę, nie wchodzi w nasze życie bez zaproszenia. Taka już Jego pedagogika, że pozwala nam wypić, to co sobie zgotowaliśmy, oczywiście nie do końca, ale koniecznie chociaż spróbować. Nie pozostawia nas jednak nigdy samych i nigdy nie da mam więcej niż byśmy wytrzymali. Choćby odrobina naszego zaufania, dobrej woli wystarczą. Ratunek zawsze jest w porę. Teraz też tak było.
Niedawno zrozumiałam, że grunt po którym stąpałam był grząski. Nawet homeopatia, w co trudno było mi uwierzyć niesie ze sobą zagrożenia duchowe. Teraz wiem, że jeśli wahadełko "odpowiada" na pytania, to musi za tym stać jakaś inteligentna siła. Wiem, tłumaczy się to podświadomością,z kolei homeopatię "pamięcią wody", łatwo w to wierzyć, bo jest polane naukowym sosem. Kościół straszy jakimiś duchami - Średniowiecze - myślałam.
Podziel się:
komentarze (0) | dodaj komentarz